Rozpoznawanie Chaosu

Pejzaż mentalny, krajobraz jako oddech, rzeczywistość antropocenu, to tylko kilka z tematów, które tworzą realizowany w tym roku w Komunie Warszawa cykl wydarzeń performatywnych pod wspólnym hasłem „Krajobraz”. Z kuratorką cyklu Weroniką Szczawińską, reżyserką, dramaturżką, rozmawia Bogna Świątkowska.

Jesteś kuratorką premierowej edycji cyklu wydarzeń performatywnych realizowanych przez Komunę Warszawa w formule, co ważne, społecznej instytucji kultury. Tegoroczna edycja, dość złożona w bogactwie różnych formatów: open call, rezydencje, spektakle, jest podporządkowana tematowi głównemu zaproponowanemu przez ciebie. Dlaczego wybrałaś krajobraz?

Zanim odpowiem, chciałabym się odnieść do sytuacji, jaką są decyzje kuratorskie i działanie w pewnych założonych ramach tematycznych. Kiedy Komuna zaprosiła mnie do tego projektu, zrozumiałam, że jako artystka i potencjalna kuratorka jestem bardzo zmęczona częstym przerostem deklaracji kuratorskich nad tym, co realnie możemy w sztuce zrobić. Mówiąc krótko, zastanawiałam się, jak nie zbawiać świata tym sezonem, tylko czegoś się dowiedzieć od zaproszonych artystów. Zaczęłam myśleć o takim zadaniu, które mogłoby być skromne, ale również bardzo pakowne i „krajobraz” wyłonił się po jakichś rozmowach z Komuną, czyli z Grzegorzem Laszukiem, Aliną Gałązką, Tomkiem Platą. Oczywiście startowałam od bardzo podstawowego rozumienia krajobrazu, bo na początku myślałam o czymś związanym z naturą, żebyśmy rozpoznali się trochę w katastrofie klimatycznej, antropocenie, czy też w ogóle zobaczyli, gdzie jesteśmy w tym momencie świata. Ale im dłużej o tym z Komuną rozmawiałam, tym bardziej to hasło oddalało się od swojej pierwotnej naturalności, aby wreszcie osiągnąć dość wieloznaczną pozycję jaką ma krajobraz, który może być naturalny, ale naturalny być nie musi. Chodziło o to, aby zaproszeni artyści postarali się rozpoznać swoje miejsce w świecie czy rzeczywistości, przy czym świat i rzeczywistość są tu definiowane bardzo szeroko. To nie musi być pole, na którym stoi słup, chodzi o to, żeby zamiast mnożyć jakieś abstrakcyjne postulaty trochę się rozejrzeć i gdzieś się umiejscowić. To może być krajobraz bardzo konkretny, to może być krajobraz bardzo wewnętrzny, to może być krajobraz związany z ciałem, to może być krajobraz związany z ukształtowaniem terenu. Bardzo różnie zaproszeni twórcy i twórczynie na ten motyw zareagowali, ale chodziło o rozpoznanie rzeczywistości w tym całym vertigo, chaosie, który nas otacza, żeby czegoś się złapać i o tym opowiedzieć.

Zaproszenie do obserwowania krajobrazu, czyli tego, co jest między horyzontem a nami, jest też wezwaniem do rozpoznania kontekstu, w którym działamy, w którym się poruszamy. Jest zaproszeniem do zauważenia zewnętrza. Tych wszystkich rzeczy, które często odrzucamy, po to by sprawniej funkcjonować. Mamy tendencję do upraszczania rozumienia naszej własnej sytuacji. Czego się spodziewasz jako kuratorka cyklu z krajobrazem w roli głównej?

Zdaję sobie sprawę, że temat na początku razi pozorną prostotą. Po chwili jednak okazuje się, że tak naprawdę to rozejrzeć się w krajobrazie nie jest tak łatwo. Rzeczywiście jest to zaproszenie do rozpoznania kontekstu. Wydaje mi się, że tego nam w tym momencie bardzo brakuje. Rozgrzani do czerwoności bieżącymi wydarzeniami, żyjemy w półabstrakcjach. To znaczy w dyskusjach, które – gdyby się na chwilę zatrzymać – wcale nie są nasze, w liniach podziału, które są uproszczone. Nie próbuję przemycić jednak takiego sympatycznego postpolitycznego komunikatu, że tak naprawdę wszyscy jesteśmy jednością, jeśli tylko się porządnie zastanowimy. Nie, uważam, że wyraziste poglądy to jest pewna wartość, ale coraz bardziej interesuje mnie nie postulatywność, tylko rzeczywiste rozpoznanie kontekstu w całej jego złożoności. Jeśli ktoś się zdecyduje na krajobraz bardzo wewnętrzny, na przykład krajobraz własnego ciała, to ciało jest jednak umieszczone w jakimś kontekście zewnętrznym, więc automatyczne zaczyna się sieciować z innymi agentami przebywającymi w tej przestrzeni i dowiadujemy się czegoś nie tylko o sobie, ale też o tym wycinku rzeczywistości, w którym funkcjonujemy. Krajobraz jakoś musi być wspólny z założenia. I nie musi być spójny, homogeniczny, wygładzony pod tezę. A czego się spodziewam? Wglądu w różne krajobrazy, artystycznie wytworzonej wiedzy, spodziewam się niespodzianki. Mam nadzieję, że wszyscy artyści i artystki, którzy zaczęli już swoją pracę w ramach Krajobrazu (jak Agata Maszkiewicz) lub dopiero ją rozpoczną (jak Rafał Urbacki, Komuna, artyści zaproszeni poprzez open call), wciągną widzów w jakieś pejzaże, których widzowie sobie nawet nie nazwali, nie wiedzieli, że istnieją, że tak można. Spodziewam się bardzo wielowymiarowego oglądu rzeczywistości, zaglądania do niej z różnych bardzo nieoczekiwanych stron.

próby do spektaklu Rozmowa o drzewach. Fot. Komuna/Warszawa

To ciekawe, co powiedziałaś o artystycznym gromadzeniu wiedzy. Jako metoda pracy często wykorzystywane jest w sztukach wizualnych, w krytycznych projektach architektonicznych, ale stosunkowo rzadko używane jest przez artystów performatywnych. Dlaczego?

Znowu kluczową rzeczą jest kontekst, zwłaszcza kontekst polski, bo sztuki performatywne są dosyć mocno uzależnione od kontekstu instytucjonalnego, w którym istnieją. Teatr się takim researchem w Polsce zajmował, ale nie wiem, czy z dobrymi skutkami. Mam wrażenie, że bardzo często dochodziło do takiej próby aplikowania teorii do praktyki, a nie prowadzenia tak naprawdę researchu jako obserwacji przeprowadzanej poprzez wprawienie w ruch specyficznie scenicznych procedur. Myślę, że sztuki performatywne, w tym dotychczasowa działalność Komuny Warszawa, bardziej się już w tym modelu mieszczą. Jak na przykład projekt Komuny sprzed kilku lat My, mieszczanie, mocno oparty na próbie zbadania, czy w Polsce jest mieszczaństwo. Spektakle, które wtedy powstały, były bardzo różne, ale jednak oparte na takim badawczym punkcie wyjścia. Trzeba było to mieszczaństwo w jakiś sposób przemyśleć.

Wiedzy dostarczały także komunowe Remixy, format kopiowany później przez teatry repertuarowe i festiwale w całej Polsce. W tym naszym polskim kontekście to nie jest do końca powszechne i to nie jest dobrze obecne i umocowane, bo ludzie od razu sobie wyobrażają, że gromadzenie wiedzy to musi być jakieś naukowe poznanie się na jakiejś tematyce. A tymczasem to może polegać na zebraniu danych z jakiejś dziedziny albo przyjrzenie się wycinkowi rzeczywistości w bardzo drobiazgowy sposób, obrócenie sobie w głowie jakiegoś pojęcia, a przede wszystkim na odpowiedzeniu sobie na pytanie, jak poznać rzeczywistość poprzez procedury teatralne. Nasz Krajobraz także nie ma założenia naukowego, teoretyczno-dyskursywnego charakteru. Ale go nie wykluczamy. Oczywiście wśród zaproszonych artystów są osoby, którym na pewno takie podejście właśnie dyskursywne, filozoficzne będzie bliższe. Są też osoby, które się zupełnie tym nie zajmują, natomiast każdy będzie grzebał w bardzo specyficznie zdefiniowanym poletku.

Mamy trójkę świetnych, młodych rezydentów: Dobrawa Borkała eksploruje krajobraz wspólnego powietrza i oddechu; Wojciech Grudziński poprowadzi performatywną wyprawę w złożonym krajobrazie RODOS, czyli rodzinnych ogródków działkowych, a Klaudia Hartung-Wójciak zaprosi nas do stworzenia kartografii nie-miejsc.

Program Krajobrazu jest bardzo bogaty, zawiera wiele elementów prezentacji wyników waszej pracy. Jednym z tych elementów jest prezentacja twojego spektaklu, który poświęcasz drzewom.

Nazwa robocza to Rozmowa o drzewach. Jego koncepcja jest tak samo prosta jak koncepcja Krajobrazu. Kiedy zastanawialiśmy się z dramaturgiem spektaklu Piotrem Wawrem Jr., jak krajobraz zinterpretować, to pomyśleliśmy, żeby zredukować go do jednego bardzo wyrazistego elementu. Krajobraz, a w tym krajobrazie drzewo. Oczywiście nie chcemy robić spektaklu naukowego o drzewach ani robić spektaklu „Dzień dobry, drzewa są zagrożone”, ale pomyśleliśmy, że w tym dziwnym biotopie politycznym, w jakim się teraz poruszamy, drzewo uzyskało szczególny status, bo jest na pierwszym froncie walki politycznej, jest symbolem arogancji, z jaką traktujemy naturę, ale też jest symbolem powrotu do natury, który w takim spóźnionym geście zaczynamy wykonywać. To drzewo z naszego spektaklu jest pewną potrzebą, fantazją i projekcją. Będziemy mówić nie tyle o drzewach, co o krajobrazie potrzeb i fantazji, w którym grupa ludzi zastanawia się, po co im są drzewa i jakie asocjacje na nie projektujemy. W sukurs przyszła nam tu poezja, ale poezja bardzo specyficzna: polityczna poezja Bertolta Brechta. Czytaliśmy książkę Andrzeja Kopackiego, badacza i tłumacza, która właśnie nazywa się Rozmowa o drzewach. Tytuł jest cytatem z wiersza Bertolta Brechta Do potomków. Pada w nim wspaniała fraza, którą analizuje Kopacki: „Co to za czasy, kiedy / Rozmowa o drzewach jest prawie zbrodnią / Bo zawiera w sobie milczenie o tylu niecnych czynach!”. Zaczęło nas interesować to Brechtowskie rozpięcie pomiędzy potrzebą napisania o drzewach i naturze, za którą stoi cały kompleks życia, przyjemności, zanurzenia w codzienności i ciągłego z tym problemu, że odciąga nas to od poważnych rzeczy, ale w jakiś sposób też koduje problemy polityczne. Zaczęliśmy czytać Brechta i okazało się, że u niego kryje się bardzo wiele drzew: orzechowców, śliw, które zalesiają jakoś tę jego poezję. Na pewno więc będziemy robić spektakl z fragmentami wierszy, co mnie bardzo bawi, bo takie połączenie teatru i poezji to jest coś, czym się nigdy nie zajmowaliśmy. Nie należy się spodziewać tutaj recytacji, tylko próby wytworzenia drzewiastego spektaklu poetyckiego. Książka Kopackiego jest dla nas sporą inspiracją – ale są nią też kreskówki, książki o shinrin yoku oraz inne wesołe leśne medytacje.

Pracujecie kolektywnie czy w jakiś inny sposób? Czy jako kuratorka, czy reżyserka masz ostatni głos? Co to znaczy, że jesteś kuratorką cyklu?

Nasz proces ma charakter bardzo zbiorowy. Podaliśmy z Piotrem jakiś punkt wyjścia, a teraz razem z Aleksandrą Gryką, Maćkiem Pestą, Gosią Pauką, Kasią Sikorą i Martą Szypulską omawiamy różne możliwości, obracamy pomysły. I chodzimy razem do parku. Jako reżyserka mam pewnie jakoś ostatni głos, bo to jest jednak proces moderowany, ktoś musi być odpowiedzialny za strukturę i organizację pracy. Tworzymy jednocześnie autorski spektakl od podstaw. Czy jako kuratorka mam ostatni głos? No nie wiem, w krajobrazie kuratorskim jestem akurat nowicjuszką. Staram się robić w nim dla zaproszonych artystów jak najwięcej miejsca.

próby do spektaklu Rozmowa o drzewach. Fot. Komuna/Warszawa

Weronika Szczawińska (ur. 1981) – reżyserka, dramaturżka, kulturoznawczyni i performerka. Absolwentka Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim; obroniła doktorat w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk. Reżyserię studiowała w warszawskiej Akademii Teatralnej. Współpracowała z licznymi teatrami w całej Polsce (m.in. Narodowym Starym Teatrem w Krakowie, warszawskim Teatrem Powszechnym, Komuną Warszawa, Wrocławskim Teatrem Współczesnym) oraz Slovensko Mladinsko Gledališče w Lublanie. Dwukrotnie nominowana do branżowej nagrody Paszport Polityki w dziedzinie teatru (2014, 2018), między innymi za „konsekwentne budowanie własnego języka artystycznego” oraz „dojrzałą wizję społecznej odpowiedzialności teatru”. Do jej najnowszych prac należą: Genialna przyjaciółka na podstawie powieści Eleny Ferrante (Wrocławski Teatr Współczesny, 2018), Lawrence z Arabii (Teatr Powszechny w Warszawie, 2018), Nigdy więcej wojny (Komuna Warszawa, 2018).