Tęsknota za tropikiem

O Polskim Pawilonie Tropikalnym i Swojskich Tropikach z Karoliną Włodek i Adamem Martyniakiem rozmawia Aleksandra Litorowicz

Polski Pawilon Tropikalny na targach sztuki niezależnej SUPERMARKET w Sztokholmie. Fot. dzięki uprzejmości artystów

Łączymy się z Supermarketu, czyli sztokholmskich targów sztuki niezależnej. Jako duet Swojskie Tropiki prezentujecie tu bardzo ciekawy koncept, bo sięgacie do klasycznej dla świata sztuki sytuacji ekspozycyjnej, czyli pawilonu narodowego. Jednocześnie jest to pawilon mobilny, w wydaniu przyczepy kempingowej. Jak ten nasz polski pawilon się prezentuje?

Karolina: Właściwie to Polski Pawilon Tropikalny, czyli PPT, a tropik był kluczem zapraszania do niego artystów i artystek. W Polsce funkcjonował po prostu jako Swojski Pawilon Tropikalny, czyli SPT. W zeszłym roku zakupiliśmy 45-letnią przyczepę Niewiadów N126 razem z tapetą w papugi. Jak dla mnie to jest przeznaczenie, bo zajmujemy się tropikami już od trzech lat.

Adam: Właściwie to przekroczyło nasze wszelkie oczekiwania – dostaliśmy do rąk artefakt, który jest świetnym przykładem polskiej tęsknoty za tropikiem.

Karolina: Niewiadówkę kupiliśmy już przy okazji wystawy Lepsze jutro w BWA we Wrocławiu, wtedy zrobiliśmy w nim food truck, a właściwie juice truck z sokami swojsko-tropikalnymi, na przykład z kapusty kiszonej i mango albo z kiszonego buraka i kiwi.

Adam: Użyliśmy więc tak zwanej „zapiekanki” jako punktu gastronomicznego.

Karolina: I pomyśleliśmy, że wyjazd na międzynarodowe targi jest świetną okazją do nawiązania do pawilonu narodowego. A że koncentrujemy się na swojskiej tropikalności, zaprosiliśmy do współpracy polskich artystów i artystki, którzy w swoich pracach również poruszają się w tematach wizualnie tropikalnych. Jednak pod tymi miłymi w odbiorze pracami często kryje się na przykład tęsknota za życiem we wspólnocie albo w lepszym kraju, w lepszym, bardziej tolerancyjnym świecie. Pod tropikami może się też kryć błyskotliwy żart albo gra wizualno-słowna.

Adam: Można powiedzieć, że nasza koncepcja kuratorska pawilonu to był bardziej zaczyn niż konkretne uformowanie tej ekspozycji od początku do końca. I rzeczywiście, tak naprawdę tylko powierzchnia tych prac jest swojsko-tropikalna.

Karolina: Poza tym nie ma co mówić o pozycji kuratora, bo jesteśmy samoorganizującym się duetem artystycznym, który zaprasza do współpracy innych artystów i artystki. Przy okazji podejmujemy też takie zadania jak praca nad merytoryką projektu, pisanie tekstów towarzyszących ekspozycji, promocja, montaż, logistyka… Przy okazji Pawilonu pracowaliśmy też z Asią Kobyłt, która napisała tekst towarzyszący wystawie pt. Byłe, niedoszłe polskie kolonie.

Podczas targów bierzecie również udział w dyskusji na temat niezależnych galerii. Wy sami od dawna pracujecie nie na zasadzie stałego miejsca, ale idei miejsca, co widać chociażby w Wykwicie. Jak to jest z waszą samoorganizacją? Jak na co dzień działacie w domenie DIY?

Karolina: Całe targi poświęcone są inicjatywom organizowanym przez artystów, którzy poza swoją działalnością artystyczną zajmują się samoorganizacją, prowadzeniem art space’ów, tak zwanymi artist-run iniciatives. Spotykamy się tu, żeby porozmawiać m.in. o tym, jak sobie radzić z różnymi problemami i z sytuacją bycia osobą od wszystkiego. Podstawowym problemem jest samoeksploatacja i umiejętność zdecydowania, do którego momentu ciągnąć tę pracę, bo siłą rzeczy zajmujemy się wszystkim. I nie ma podziału na kuratorów, osoby od social mediów, od montażu. W większości są to grupy artystów, którzy podejmują się współpracy.

Adam: Można powiedzieć, że trendem na tych targach jest to, że są to grupy niehierarchiczne, które wspólnie podejmują wszystkie decyzje. To nie jest jednak obligatoryjne, bo wystawców jest tutaj około pięćdziesięciu. Reprezentują też przeróżne warunki ekonomiczne i polityczne, bo mamy zarówno Rosjan, Szwajcarów, jak i mieszkańców RPA.

Wnętrze Polskiego Pawilonu Tropikalnego na targach sztuki niezależnej SUPERMARKET w Sztokholmie. Fot. dzięki uprzejmości artystów

Myślę, że łatwo wymienić problemy, które muszą być dla was wspólne: granica między życiem prywatnym a artystycznym, finanse. A co was w tej samoorganizacji napędza?

Karolina: Po pierwsze, dla nas jest to nasza współpraca i budowanie czegoś wspólnie – jesteśmy parą i gdybyśmy wspólnie nie pracowali, nie spędzalibyśmy razem zbyt dużo czasu (śmiech). Próba działalności artystycznej zajmuje tak wiele czasu, że po prostu nie ma już czegoś takiego jak czas wolny. Więc to jest takie nasze rozwiązanie – bycie razem (śmiech). Po drugie, to jest też niesamowite, jak projekt jest tworzony wspólnie, jak przepływa przez różne głowy, a nie przez jedną. Z jednej strony wymaga to więcej zaangażowania, bo nie można podjąć decyzji samodzielnie, tylko każdą decyzję autorską trzeba na tyle przerobić wspólnie, żeby obie osoby czuły się autorami.

Czym są Swojskie Tropiki?

Swojskie Tropiki to odkrywanie kolejnych warstw zjawiska, które zauważyliśmy i które do nas przemawia. Nie jesteśmy jego twórcami. Jego elementy odkrywamy w twórczości innych artystek i artystów, ale też outsiderów, działkowców, osób, które upiększają swoją najbliższą przestrzeń, działkę, podwórko, miasto. Nazwaliśmy je Swojskimi Tropikami, ale jest cała masa innych nazw – znajdziemy je np. na Biednale albo w takich publikacjach jak Niewidzialne miasto, Hawaikum, Dzieło-działka, Wyroby. Te idee są nam bliskie.

Czyli wracamy do tematu samoorganizacji, tylko tym razem mieszkańców miasta. Miejskie samoróbki, majsterkowanie i pomysłowe brikolaże w przestrzeni publicznej utrwaliliście na zdjęciach z pobytu rezydencyjnego w Fundacji Salony w Zielonej Górze. Od razu znaleźliście palmę, szyldy biur turystycznych, żyrafę i śpiącą królewnę. Co kryje się za tą polską tropikalną tęsknotą, którą odnajdujecie w niesprzyjających warunkach pogodowych?

Adam: Tropikalna tęsknota – na pewno tak.

Karolina: Należy szczerze powiedzieć, że prawie każdy zapytany o to, czy chciałby pojechać na tropikalną plażę i leżeć w ciepełku, powie: „Pewnie!”, szczególnie w zimę. Ta warstwa jest obecna i my się do niej całkowicie przyznajemy.

Adam: A ozdabianie przez mieszkańców ich miast, wsi, działek, odzwierciedla pewne rzeczy, które przez tą estetyczną obserwację wyłapujemy. Jest to coś bardziej czytelnego niż metafory. Przede wszystkim chęć upiększenia swojego miejsca i wyrażenia swojej kreatywności, która naszym zdaniem jest dostępna dla każdego i obecna w każdym. To jest nasza największa inspiracja – że znajdujemy kreatywność nawet w drobnych przejawach, ale jest to taka duża radość, że najbardziej właśnie to chcemy to pokazać.

Karolina: To nas najbardziej przyciąga – wszelkiego rodzaju kreatywne rozwiązania przy poradzeniu sobie z czymś, co może wynikać czasem z niemożliwości zrobienia tego inaczej z powodów np. ekonomicznych, ale nie musi. Bo może też być związane z chęcią zrobienia czegoś po swojemu, samemu, własnymi rękami. Te rzeczy oczywiście mogą być o tęsknocie za dobrobytem, ale niekoniecznie. Tam gdzie ten dobrobyt jest, też objawiają się tęsknoty za samorealizacją w przestrzeniach miejskich. Potrzeba kreatywności jest podstawowym powodem powstawania tych rzeczy.

Rzeczywiście jest ciężko. Ledwo zaczęła się wiosna, a wszyscy chorzy. Myślimy o słońcu, piasku, palmach i owocach morza, a mamy zimny Bałtyk i co najwyżej mrożone paluszki rybne. Ta otucha i ciepło są nam potrzebne – jak wy aranżujecie tropiki?

Karolina: Bardzo ważne jest to, żeby ludzie mogli się spotkać i pogadać. Tutaj, na targach, ludzie wchodzą do pawilonu i rozmawiają przez pół godziny, godzinę. Mają okazję, żeby sobie usiąść, bo w przyczepie nie da się za bardzo stać, jeśli masz powyżej metra pięćdziesiąt, jak my (śmiech). To jest okazja, żeby porozmawiać o tym, co wynika z prac albo nie z prac. Zależy nam na takich sytuacjach. Podobne wydarzały przy Bryzie w toalecie, gdzie ludzie paradoksalnie mieli ochotę spędzać czas właśnie w toalecie. Dla mnie to jest ważne, żeby ludzie mogli się zatrzymać i pobyć razem, bo nic się nie da zmienić ani wspólnie zdziałać, jeżeli się tego nie nauczymy i nie otworzymy na siebie na wzajem.

Adam: Dążymy do tego, żeby nasze przestrzenie były przyjemne w odbiorze i nie miały ciężaru, który miewa sztuka współczesna. Żeby były w sensie odbioru dostępne dla każdego. To jest przynoszenie radości doraźnej, ale też takiej, która może zostawić fajny ślad, może chociaż na kilka dni (śmiech). Staramy się też w nieinwazyjny sposób przyciągać osoby, które nie są zainteresowane sztuką, otwierać tę tzw. sztukę współczesną na nieprofesjonalnego odbiorcę sztuki współczesnej (śmiech). Jest to również nawiązanie do tego, że twórczość jest przymiotem każdego człowieka, nie jest zarezerwowana dla profesjonalistów, tylko jest czymś, czym jak najbardziej można się dzielić.

Karolina: W czasie rezydencji w Zielonej Górze poszliśmy na targ, który był tuż pod Fundacją Salony, i zakupiliśmy brukselkę, która wygląda jak mała palma. Jak drzewko, które zamiast kokosów ma brukselki. Zrobiliśmy z nią parę grafik, plakat, napisaliśmy na nim, że to jest brukselka z plantacji państwa, u których ją kupiliśmy. Poprosiliśmy ich też, żeby umieścili ten plakat w swojej brukselce. To nie są wielkie ruchy mediacyjne, ale drobne kroki, które mogą sprawić, że gospodarze przyjdą na taką wystawę. Albo ludzie, którzy ich znają i u nich kupują.

Fragment filmu 3xHappy End w ramach rezydencji Architektura relacji (Generator Malta); Świerczewo, Poznań, luty-czerwiec 2018. Fot. dzięki uprzejmości artystów

Czy w Polskim Pawilonie Tropikalnym pokazujecie jakieś rodzime zjawiska?

Adam: Na przykład mamy słoik, w którym znajdują się ukiszone banany ukształtowane w delfiny. To praca ekipy Gangu Delfinów z Wrocławia, tworzonego przez artystów wizualnych, muzyków, kuratorki, działaczki i teoretyczki-praktyczki. Nie mogli przyjechać, ale mamy ich w słoiku, z którego wnętrzem się identyfikują. To jest w aranżacji, na styropianowej kolumnie, w baseniku. Mamy też od nich delfinią operę, która od czasu do czasu jest puszczana w środku przyczepki. Na zewnątrz pawilonu znajdziemy zjawisko wizualnie polskie, czyli klasyczną reklamówkę w kwiaty, wypełnioną koksem przez Pawła Marcinka, „na gorsze czasy”.

Karolina: Są też odniesienia do twórczości oponiarskiej. Jest obraz Marka Rachwalika z kwietnikiem z opon, jest też film DIY jak zrobić palmę z opony. Jest też Gosia Goliszewska z wideoprzekazem od delfinów dla ludzi. To fragmentem jej Project Roomu Cześć i dzięki za ryby jest Muzealne Biuro Wycieczkowe ze swoją nową reklamą. Jest Piotr Flądro z oskórowanym królem Lwem, który śpiewa Jungle, Miłosz Flis z kapsułami, Rafał Żarski z Tujami dekoracyjnymi, Michał Znojuek z Cebuloananasem, Anna Raczyńska z krótkim urlopem (Kurzurlaub), Małgorzata Myślińska z publikacją Dworki i pałace, w której dokumentuje ręcznie malowane tła i inne artefakty z poznańskich fotolabów. Dominika Łabądź ustami taitańskiej śpiewaczki wyśpiewuje w nieskończoność „dla ciebie chcę być biała”. Jest też z nami na miejscu Agata Lankamer, która współtworzy jeden z niezależnych artspace’ów we Wrocławiu, JEST galerię. Agata w Pawilonie pokazuje serię animacji, w których brutalni bohaterowie naklejek z czipsów nieskutecznie atakują słodkie stworzonka. Jest też parę naszych prac, na przykład Orłopapuga i Tuje. We Wrocławiu znaleźliśmy hotel, który sąsiaduje ze złomowiskiem. Hotel postanowił się odgrodzić od tego szrotu, i to podwójnie – najpierw ogromnym banerem z tujami, a drugą warstwą były żywe tuje posadzone przed banerem. Zastaliśmy taką podwójną sytuację tuj i udało nam się przekonać administrację hotelu, żeby nam ten baner oddali. Mamy tutaj ze sobą jego fragment uformowany w drzewko.

I mieścicie to wszystko w tej przyczepie?

Jest bardzo kompaktowa. Oryginalnie była przeznaczona dla czteroosobowej rodziny. Tam jest bardzo dużo szafek. I bardzo wiele zakamarków.

Swojskie Tropiki w Fundacji Salony. Fot. dzięki uprzejmości artystów

Adam Martyniak, ur. w 1988 r. w Kędzierzynie-Koźlu. Autor malarstwa bagiennego, konceptualnych, często humorystycznych obiektów i instalacji site-specific. Opiekun Galerii MD_S we Wrocławiu w latach 2013–2015. Kurator zewnętrzny 14. Przeglądu Sztuki SURVIVAL – Warsztat pracy (2016). Współzałożyciel Wykwitu (2015) oraz Warstw (2016), a od 2017 r. artystycznie spełniający się w duecie <3 Swojskie tropiki Ԑ>

Karolina Włodek, ur. 1989 r. w Puławach. Autorka realizacji wizualnych posługująca się różnymi mediami. Pomysłodawczyni paru wydarzeń artystycznych, często pozainstytucjonalnych (m.in. DADA-baba, Czerwony Dworek 8 w Mysłakowicach, 2016; Kombinat Budowlany, BWA Zielona Góra, 2016; Letnia rezydencja w Gardzienicach, 2014; DomoFonia – instalacja domofonowa, jako przestrzeń działań artystycznych, Wrocław 2014). Współzałożycielka Wykwitu oraz współinicjatorka Warstw. Angażuje się w samoorganizację twórców. Często pracuje w duecie Swojskie Tropiki. Zainteresowana codziennością, lubi, kiedy prywata miesza się z pracą, ceni śmiech i żart.

FB/Insta/youtube: swojskietropiki