Niech żyje bal!

Project Room to udostępniana młodym artystom przestrzeń, która ma na celu zrobienie na nas wrażenia wystarczającego, żebyśmy chcieli śledzić dalsze poczynania debiutującego w niej artysty. Na ogół artyści prześcigają się w pomysłach, jak spowodować, by widz ich zapamiętał i śledził dalszą twórczość. Wykorzystują wiele pomysłów, o czym świadczy niebywała różnorodność tych prezentacji już od siedmiu lat. Początki były dosyć nieśmiałe w porównaniu z tym, co się dzieje od mniej więcej trzech lat. Tegoroczna odsłona zaczęła się dopiero w kwietniu, ale już pierwsza wystawa zapowiada, że będzie działo się niejedno. A jeśli się nie zadzieje, to być może już mamy pewną faworytkę.

Marta Krześlak, Bal u plastyków, fot. Maciej Landsberg

Wchodzę na wystawę Marty Krześlak i znajduję się w morskiej scenerii – pod sufitem jest rozwieszona rybacka sieć, na podłodze rozpościerają się rozgwiazdy, gąbki, skały i rafy koralowe, muszla rozkłada swoje skrzydła tak, jakby zaraz miała wystrzelić z niej perła. I ryby, wszędzie ryby – pływają w powietrzu koło sieci, wypływają z wodorostów, pojedynczo i ławicami. Podwodny świat jest scenerią Balu u plastyków, który Krześlak produkuje przy wsparciu dwóch artystów plastyków aktywnych w czasach PRL, kiedy termin „artysta plastyk” miał dużo szersze znaczenie. Nie był to tylko rzemieślnik, choć i nie do końca artysta. Był ważnym elementem środowiska twórczego, dzisiaj nazywanego artystycznym. Plastycy na zlecenia aranżowali wnętrza, projektowali, budowali scenografie, tworzyli oprawy imprez masowych.

Marta Krześlak, Bal u plastyków, fot. Maciej Landsberg

Wystawa Marty Krześlak dotyka problemu tak zwanych zapomnianych, by nie powiedzieć ginących zawodów, który jest od kilku lat bardzo wdzięcznym tematem dla fotografów i dziennikarzy. Po okresie konsumpcjonizmu i nadprodukcji nastąpił zwrot ku ręcznie wykonanym przedmiotom, których jakość gwarantuje lata używalności. Nadszedł czas  triumfalnego powrotu rzemiosła. W latach 80. i 90., kiedy technologia z impetem wkroczyła w świat sztuki, wideo i projekcje stały się normą w galeriach, a wszyscy zadawali sobie pytanie o sens malarstwa w sztuce. Teraz obserwujemy zwrot w kierunku haptyczności w sztuce. Wróciło zainteresowanie tkaniną, wróciło zainteresowanie peerelowską ceramiką i inną wytwórczością artystów, którym wtedy często zlecano projektowanie przedmiotów do masowej produkcji.

Bal u plastyków to także wystawa o języku sztuki. Każda epoka, niemal każde dziesięciolecie w wypadku sztuki XX wieku wykorzystywało inne narzędzia do opisu praktyk artystycznych. Za zmianami w sztuce szły zmiany w wystawiennictwie. Zmieniały się również zadania osób związanych ze środowiskiem twórczym. Wszystkie te nazwy funkcji – mecenas, twórca, kustosz – znajdują się w innym porządku czasowym. Krześlak przywołuje i łączy ze sobą dwa porządki: plastyków i dekoracji realizowanych w formie warsztatowych zleceń z dzisiejszymi artystami, których scenografie są równoprawnymi dziełami sztuki. Są analizowane, dokumentowane, opisywane – w przeciwieństwie do dzieł plastyków, których pojedyncze prace możemy przywołać, jedynie oglądając fotografie robione na użytek prywatny. Sztuka zawsze mówi językiem swojej epoki, ale też definicja artysty się zmieniała; dzisiaj mamy dużo więcej dziedzin – wcześniej przez mniejszą dostępność technologii i pewnych materiałów podział był prosty: byli malarze, graficy i rzeźbiarze. Cała reszta kwalifikowała się do bycia artystą plastykiem, choć nierzadko wszyscy artyści byli tak tytułowani.

Najważniejszym elementem całego przedsięwzięcia artystyczno-kuratorskiego Krześlak-Polak jest bal. Wchodząc na wystawę, stajemy się uczestnikami tego wydarzenia, wtapiamy się i być może lepiej rozumiemy mechanizmy tej wytwórczości, gdzie w pełni oddziałuje na nas siła słowa plastyka. To słowo i scenografia przenoszą nas w dziecięcy świat. W końcu tak nazywały się nasze pierwsze lekcje sztuki. A skoro plastyka dotarła do Centrum Sztuki Współczesnej, to jak można nauczyć się jej najlepiej, jak nie przez zabawę? Szkoda jedynie, że zaaranżowany przez Krześlak bal nie trwał przez całą wystawę. Po wernisażu mogliśmy obserwować tytułowe wydarzenie jedynie na ekranie ustawionym w sali. Wyobrażam sobie, że widzowie, chcąc wejść, muszą zachować dress code z otwarcia (morski), by móc doświadczyć i wypełnić sobą tę ekspozycję, scenografię, która żyje tylko wtedy, kiedy jest wypełniona uczestnikami.

Nie narzekajmy jednak i spieszmy się kochać bale, drugi raz nie zaproszą nas wcale.

Marta Czyż – historyczka sztuki, kuratorka, autorka tekstów o sztuce współczesnej.  Współpracuje z wieloma galeriami w Polsce i zagranicą. Zrealizowała wystawy m.in. w BWA Zielona Góra, Muzeum Narodowym w Szczecinie, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki, Museum für Angewandte Kunst w Wiedniu, a także projekty w przestrzeni publicznej (m.in. z Jadwigą Sawicką). Była kuratorką sekcji młodych artystów III Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Efemerycznej Konteksty w Sokołowsku. Współpracowała z Fundacją Sztuki Polskiej ING. Wspólnie z Julią Wielgus wydała książki „D.O.M. Polski” (z galerią Raster i BWA Zielona Góra) oraz „W ramach wystawy – rozmowy z kuratorami”.

 

Marta Krześlak, Bal u plastyków, kurator: Marcin Polak, Project Room, 2019, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie