Dizajn bez nazwisk

Projektowanie jest zawsze zespołowe

IDEA

Czasy star-dizajnerów, czyli gwiazd projektowania, mamy już za sobą. Nazwiska takie jak Philipe Stark czy Karim Rashid zakończyły pewien etap historii rozwoju dizajnu. Dziś ważne są zespoły, grupy, kolektywy.

Projektowanie zawsze było, jest i będzie dziedziną pracy zespołowej. Podpisywanie się wyłącznie jednym nazwiskiem i niewspominanie o sztabie ludzi, który pracuje nad projektem, jest nie tylko nieeleganckie, ale i niemodne.

Projektant oczywiście może mieć wizję, może wpaść na genialny pomysł, może inspirować powstanie jakiegoś produktu, ale do zaprojektowania, wykonania i wdrożenia go na rynek zwykle potrzeba kilku, jeśli nie kilkunastu osób.

Mimo to na akademiach sztuk pięknych, gdzie nadal głównie kształci się projektantów, dominuje mit twórcy i etos autora. Dając studentom zadania indywidualne, uczy się ich i przyzwyczaja do tego, że dizajn jest domeną twórczości autorskiej. W efekcie buduje się w nich oczekiwania, które rzeczywistość potem weryfikuje jako nierealne.

Doskonale pamiętam opór, jaki towarzyszył studentom wzornictwa, gdy wszystkie ćwiczenia zadawaliśmy im do wykonania w zespole. Przez pierwsze dwa lata nie dostali ani jednego indywidualnego zadania. Marudzili, narzekali, że się nie dogadują, że to ich blokuje, że chcą sami, indywidualnie, że nie mogą się rozwinąć. Gdy na trzecim roku daliśmy im temat i możliwość wyboru: mogli zrealizować go w zespołach, w parach albo samodzielnie, nikt nie zdecydował się na pracę indywidualną. Nauczyli się, że praca w zespole to wsparcie, konieczność i pomoc, a nie zagrożenie dla twórczej inwencji czy autorskiej ekspresji.

Dizajn to zawsze praca zespołowa. Nie zapominajmy o tym, nawet jeśli rzecz podpisana jest jednym nazwiskiem.

RZECZ

Regał Type 01 marki Tylko nie ma jednego autora. Gdy zobaczycie go na wystawie dizajnu, nie szukajcie podpisu z nazwiskiem projektanta. To bardzo dobry projekt i produkt – przemyślany od początku do końca, ładny, funkcjonalny, wyprodukowany w optymalnym procesie, sprytnie zapakowany i z przemyślaną dystrybucją.

Pracował nad nim duży zespół ludzi: założyciele marki Tylko, projektanci i programiści. A za ostateczny dizajn odpowiada też klient, który konfiguruje wygląd, kształt, kolor i wielkość regału.

Regał wymyślony jest tak, że powstaje w aplikacji internetowej, która pozwala na dużą dowolność konfiguracji. To zamawiający decyduje, ile półek będzie miał mebel, jak będzie wysoki i szeroki, jaki będzie miał kolor. Projektanci zadbali o to, żeby niezależnie od wyboru, zawsze był ładny, miał odpowiednie proporcje, żeby półki się nie uginały i żeby miał stabilne punkty podparcia. Programiści są twórcami kodu, który jest najcenniejszym zasobem firmy – to on pozwala wszystkie warianty projektowe przełożyć na rzeczywistość, i gdy tylko klient zdecyduje się na swój kształt i kliknie guzik w aplikacji, system generuje plik, który trafia do fabryki i regał jest produkowany.

Tylko rewolucjonizuje rynek dizajnu i sprawia, że projektanci muszą się oduczyć wielu rzeczy, które wynieśli ze szkoły.

LUDZIE

Twórczy tandem

Justyna Fałdzińska i Miłosz Dąbrowski, założyciele UAU project, zaczęli wspólnie pracować, gdy byli parą jeszcze na studiach. Zaczynali od ilustracji, przeszli wiele faz i eksperymentów, a dzisiaj kojarzeni są z najwyższej jakości drukiem 3D. Od początku współpraca wydawała im się czymś naturalnym. Interesowały ich podobne kwestie, a razem mogli więcej osiągnąć. Choć rozwijali się osobno i zajmowali się teżżnymi zagadnieniami, to wspólna praca pozwoliła im połączyć zainteresowania. Oprócz kilku sugestii na studiach, żeby za wspólne projekty dzielić oceny na pół, nigdy nie spotkali się z negatywnymi uwagami.

W ich współdziałaniu ważny jest sensowny podział pracy oraz to, że każde z nich ma swój obszar, w którym się samodzielnie rozwija, choć ich zainteresowania w dużej mierze się pokrywają. Nauczyli się tego m.in. w Portugalii, gdzie byli na wymianie studenckiej i gdzie wszystkie projekty zadawane były do wykonania w grupach. Dzisiaj działają już jak jeden organizm – jako firma i jako rodzina. Od kiedy pojawiła się w ich życiu córka, musieli swoją pracę zorganizować jeszcze lepiej.

– Pracy kreatywnej nie da się zatrzymać, pomysły często wpadają nam, kiedy jedziemy samochodem na wakacje, przy śniadaniu czy wieczorem, gdy idziemy spać, ale wszystko inne staramy się zamknąć w pracowni, gdzie jesteśmy codziennie od rana do siedemnastej – mówi Justyna, opisując ich codzienny tryb.

– Na świecie to częsta praktyka, ludzie twórczo współpracują, łączą się w tandemy twórcze, wieloosobowe zespoły i wspólnie wypracowują efekty – dodaje Miłosz, kiedy dopytuję się jak są w stanie łączyć życie prywatne i zawodowe. Jego zdaniem to brak współpracy jest zastanawiający. – Chyba tylko w Polsce to dziwi.