Woda w niebezpieczeństwie

Fot. Kykywinks, CC BY-SA 4.0//commons.wikimedia.org

Po przeczytaniu tego tekstu nigdy już nie odkręcisz butelki wody bez wyrzutów sumienia. Czytasz na własną odpowiedzialność!

Idea

Czy woda to produkt?

Kto zostaje w kinie do napisów końcowych, może pamięta zdanie z końca filmu Big Short: „Michael Burry inwestuje dzisiaj swoje środki tylko w wodę”. To nie do końca prawda, bo oprócz lokowania kapitału w wodę wybitny inwestor, który jako jeden z nielicznych przewidział kryzys na rynku nieruchomości w 2008 roku w Stanach Zjednoczonych, dzisiaj inwestuje też w złoto i ziemię pod uprawy. Ale przede wszystkim faktycznie w wodę.

Dlaczego? Bo – jak twierdzi Burry – świeża i czysta woda nie jest już dzisiaj dobrem powszechnym. Jest sprawą polityczną i sporną.

Nic dziwnego. Z siedmiu miliardów ludzi żyjących na świecie, dwa miliardy nie mają dostępu do czystej, bieżącej wody. Zużycie wody drastycznie rośnie wraz z powiększającą się z roku na rok produkcją plastiku.

Przewiduje się, że w 2050 roku w oceanach będzie pływało więcej ton plastiku niż ryb. Dzisiaj jesteśmy w stanie efektywnie przetwarzać tylko 5% plastiku, a jego produkcja w ciągu kolejnych trzydziestu lat się podwoi.

Czas zacząć liczyć ślad ekologiczny równie gorliwie co kalorie. Okazuje się, że czekolada jest jednym z najbardziej kosztownych produktów pod względem zużycia wody w czasie produkcji. Do wytworzenia zaledwie pół kilograma słodkości zużywa się ponad 8 litrów wody. Dla porównania – niewiele niższe zużycie jest przy produkcji wołowiny, a o połowę mniejsze przy wyrobie wina.

Jak oprócz wyrzutów sumienia i złego humoru możemy na to reagować i jak mamy sobie z tym radzić?

Człowiek

Plastik nie znika

Obudowa Gameboya z 1995 roku wyłowiona z oceanu wygląda praktycznie tak samo jak w roku produkcji. Natomiast człowiek, który urodził się w tym samym roku, ma dzisiaj ponad dwadzieścia lat i od kilku zajmuje się zbieraniem plastikowych śmieci z oceanów. W przeciwieństwie do plastiku, który się nie zmienia, Boyan Slat zmienił się bardzo, a jeszcze bardziej chce zmienić świat.

W oceanach pływa dzisiaj 1,8 tryliona plastikowych elementów – dużych i małych. Pływają kraty po piwie, kaski robotnicze, obudowy Nintendo, plastikowe torebki, słomki, a także to, co młody naukowiec i aktywista nazywa plastikowym konfetti: malutkie fragmenty plastiku, które niezwykle trudno się wyławia. Tych ostatnich jest co prawda 3%, ale warto pamiętać, że prędzej czy później te większe się pokruszą i rozpadną na małe kawałki. I to właśnie plastikowe konfetti jest najbardziej niebezpieczne dla morskich zwierząt – ptaków i ryb, które karmią się planktonem żyjącym w wodzie i wraz z nim połykają plastik, którym ostatecznie się duszą.

Slat jeszcze jako nastolatek zaczął badać, jak zachowuje się plastik w oceanach, bo wiedział, że wyłowienie małych elementów jest trudne, a prognozy pokazywały, że tradycyjne oczyszczanie oceanów z aktualnych śmieci zajęłoby ponad tysiąc lat… Wpadł na pomysł, że aby zbierać plastik, należy zachowywać się, jak plastik. Tylko jak zachowuje się plastik? Pływa na powierzchni, gdzie prąd jest szybszy niż na większej głębokości. Pływa poruszany naturalnym prądem oceanicznym, co sprawia, że na świecie tworzy się pięć skupisk pływających śmieci, z czego największe – na Pacyfiku. Poza tym plastik nie znika, a wręcz przeciwnie – pływa go coraz więcej.

Na ten obszar organizacja The Ocean Cleanup, której dzisiaj szefuje Slat, wysłała oczyszczające ocean systemy. Urządzenie jest bardzo proste, a jednocześnie niezwykle skuteczne. To kilometrowy pas wyposażony w filtry utrzymujące się przy powierzchni wody, na głębokości takiej, na jakiej unosi się plastik. Do pasa z obu stron zaczepione są liny, które prowadzą do kotwicy. Kotwica dryfuje zaś na głębokości kilkunastu metrów, gdzie prąd jest wolniejszy niż na powierzchni. Dzięki temu cały system jest wolniejszy niż plastik i pozwala go zatrzymać, a jednocześnie płynie wraz z prądem i kieruje się do największych skupisk śmieci.

Efektywność tego prostego urządzenia jest zdumiewająca. Szacuje się, że jego wykorzystanie ma szansę zlikwidować skupisko śmieci wielkości stanu Kalifornia w przeciągu zaledwie pięciu lat. Nic tylko trzymać kciuki i nie wyrzucać więcej plastików.

fot. materiały informacyjne The Ocean Cleanup, www.theoceancleanup.com
fot. materiały informacyjne The Ocean Cleanup, www.theoceancleanup.com

Rzecz

Słomka na ratunek

W te wakacje przez stolicę przetoczyła się dyskusja dotycząca zasadności pakowania wody z kranu w plastikowe torebki z równie plastikowymi słomkami i rozdawania ich w ramach akcji Warszawska Kranówka. Niedługo potem mogliśmy usłyszeć, że Robert Biedroń zamordował lodofokę grenlandzką, co zeznał w spocie zachęcającym do bojkotu plastikowych słomek. Nawet kilkuletnie dzieci zaczynają dzisiaj świadomie odmawiać picia przez słomkę, a projektanci, odpowiadając na nowe potrzeby, proponują alternatywy: jednorazowe słomki z papieru albo metalowe do wielokrotnego użytku. Niezależnie od materiału słomka jest dla nas zbytkiem – gadżetem lub co najwyżej czymś, co sprawia, że pije się wygodniej.

Bywają jednak takie, które ratują życie. LifeStraw to urządzenie wyposażone w filtr uzdatniający wodę do picia z każdego źródła. Słomka jest lekka i łatwo ją nosić ze sobą. Wyposażona w filtry, które starczają na rok dla jednej osoby. Dzisiaj produkt doczekał się rozwinięcia w kilku wersjach, m.in. rodzinnego baniaka filtrującego większe ilości wody niż pojedyncza słomka. Produkt wykorzystywany jest nie tylko w krajach, gdzie brakuje stabilnej infrastruktury uzdatniającej wodę, ale także w sytuacjach, gdy w wyniku kataklizmów ludzie są odcinani od źródeł pitnej wody.

Na tym nie koniec – produkt ratujący życie osobom mieszkającym w trudnych warunkach świetnie pasuje do stylu życia miejskich nomadów. Technologię można z powodzeniem wykorzystać w przenośnym bidonie, przydatnym podczas uprawiania sportów, w podróży czy po prostu przemieszczając się po mieście.

fot. materiały informacyjne LifeStraw, www.lifestraw.com