#POLSKA na listopad

Fot. Justyna Chmielewska

Unia ostatnio nam się kurczy, karleje, niedomaga. Miała być przygodą dla całej rodziny, a tymczasem zbuntowane nastolatki coraz częściej robią niemądre, wręcz żenujące akcje, i chyba już nikt nie bawi się tak dobrze, jak zamierzał. Trochę przez te ekscesy wstyd przed ludźmi, a trochę najzwyczajniej w świecie przykro. Pozostaje liczyć, że się opamiętają, zanim narobią poważnych głupot.

Na poziomie koncepcji granice tej wyobrażonej wspólnoty – przynajmniej gdy ogląda się ją z odległej perspektywy, niemal z końca świata, czyli na przykład z przepięknej tej jesieni Kotliny Kłodzkiej – są, jak widać, giętkie i wręcz dowolnie rozciągliwe. Jeśli się uprzeć, to i nowojorską Liberty Island w tej naszej mini-Europie zmieścimy. I w sumie czemu nie – bo przecież kobiecych bohaterek nigdy dość, zwłaszcza tych symbolizujących wolność. Obyśmy tylko nie zostali z symulakryczną miniaturą zamiast nie zawsze może łatwego, ale autentycznego uczestnictwa.