Labirynty awangardowe i współczesne. Część druga | Anna Salamon

Dzięki uprzejmości Artysty i Fundacji Galerii Foksal

Modlitwa i miasto Kojiego Kamojiego, Instytut Awangardy, Warszawa

Przy okazji zakończonej pod koniec lata retrospektywy Kojiego Kamojiego w warszawskiej Zachęcie warto przypomnieć, że od września ubiegłego roku istnieje w przestrzeni miasta mniej nagłośniona, tym niemniej warta uwagi pewna praca w ekspozycji stałej tego polsko-japońskiego artysty. Modlitwa i miasto mieści się na dachu dziesięciopiętrowego powojennego budynku przy alei Solidarności, w sąsiedztwie dawnej pracowni Edwarda Krasińskiego (obecnie pod auspicjami Instytutu Awangardy). Przekalkowany ze średniowiecznej katedry w Chartres archetypiczny motyw labiryntu został tam wymalowany białą farbą na czarnym dachu w sposób rudymentarny, przypominający poniekąd białe, surowe pasy oznaczające najczęściej ruch uliczny. Dla oka widoczna jest jedna połowa labiryntu, druga jego część otwiera się przed widzem domyślnie, w przestrzeni rozciągającej się nad ruchliwą aleją Solidarności. Rozłam pomiędzy przestrzenią miasta a widzialnym malunkiem-symbolem markuje granicę byłego getta warszawskiego.

Jaki efekt wywołuje przeniesienie labiryntu z posadzki średniowiecznej katedry na dach miejskiego wieżowca? Umiejscowienie tej pracy na wysokości dziesiątego piętra tworzy dosyć szczególne warunki odbioru. Fizyczny dystans od ulicy wygłusza hałas miasta, jakby odbijając echem ciszę gotyckiej katedry. Oddalenie ciała odbiorcy od każdego innego gruntu pod stopami sprawia, że teren oznaczony przez labirynt staje się na czas wizyty określonym terytorium doświadczania. Wymalowany symbol kartografuje moje miejsce jako odbiorcy w relacji do terenu byłego getta, na którym stoję, i w relacji do miasta, które widzę. Jak mapa w skali jeden do jednego Modlitwa i miasto umieszcza moje ciało w przestrzeni pamięci – w przestrzeni modlitwy.

Niełatwo jest wyłuskać to, co zostaje symbolicznie „dodane” przez artystę, od tego, co już tutaj istniało jako rzeczywiste, widziane czy wyobrażone. Innymi słowy, przestrzeń i miejsce są w tym labiryncie ściśle zapętlone. Z tego względu pracę Kamojiego można próbować odczytywać przede wszystkim w odniesieniu do nurtu działań site-specific, intencjonalnie demontujących rozróżnienie pomiędzy wyobrażoną przestrzenią dzieła sztuki a konkretnymi przestrzeniami jego kontekstu. Myślenie o tej pracy jako o geście „dodawania” czegoś do miejsca jego realizacji byłoby w tym ujęciu chybione. Chodzi raczej o delikatne kierowanie uwagi odbiorcy na elementy znalezione. Wprowadzony symbol labiryntu wydaje się tutaj działać jak niegdyś płomień na pismo wykonane atramentem sympatycznym: uwidacznia raczej, niż buduje labirynt znaczeń. Można zaryzykować stwierdzenie, że Modlitwa i miasto potęguje przestrzenie dwóch nawarstwionych tutaj miejsc, tzn. terenu Warszawy nasączonego dramatycznymi wydarzeniami historycznymi oraz pracowni twórczej innego artysty, także uwikłanego w neoawangardowe eksperymenty w polu environment.

Na wspominanej już tegorocznej retrospektywie Kamojiego Cisza i wola życia prezentowane były wcześniejsze prace malarskie, między innymi cykl obrazów abstrakcyjnych z połowy lat 80., zatytułowany Rozmyślania nad sensem sztuki. Warto być może spojrzeć raz jeszcze na biało-czarny labirynt przy alei Solidarności w odniesieniu do wcześniejszych prac malarskich artysty – tym razem jako na obraz malarski. Wymagałoby to oczywiście umiejscowienia go w szerokim polu możliwości bytowania współczesnego malarstwa, nie tylko jako malowidło czy malunek, ale także jako gest oraz przedmiot, tworzące określoną przestrzeń wizualną, czasami w ścisłej relacji z miejscem ekspozycji. Znamienne jest, że w krótkim tekście zaprezentowanym obok wcześniejszych obrazów-abstrakcji z cyklu Rozmyślania nad sensem sztuki Kamoji przypisuje średniowiecznej „modlitwie” „postęp” współczesności, natomiast „odczuwalności przestrzeni” (średniowiecze) – „wymierność przestrzeni i czasu” (współczesność). W kontekście tych rozważań artysty Modlitwa i miasto figurowałaby jako próba przywołania aspektu sztuki średniowiecza, które w rytmie zupełnie innym niż współczesność odczuwało czas i przestrzeń.

Podobnie jak wcześniejsze obrazy abstrakcyjne Kamojiego, Modlitwa i miasto operuje zredukowanym zasobem form wizualnych. Funkcjonuje właściwie jak diagram skomponowany z kilku znalezionych elementów graficznych: białe pasy na czarnym tle plus pradawny symbol zacytowany w wersji z gotyckiej katedry. Samą czynność malowania tego symbolu można sobie wyobrażać jako gest skryby, dla którego sposób, w jaki pędzel wypełnia znany już kształt, jest bardziej istotny niż tworzenie nowego znaku. Jest to gest wykonywany codziennie, jak chodzenie po ulicy. Jednak rozróżnienie na codzienność lub coś innego, na gest malarski lub niemalarski, nie do końca „działa” w przypadku tej pracy. Bardziej istotna wydaje się uwaga, z jaką się patrzy, chodzi, maluje i pamięta.

Oglądając i pisząc, czytałam:

Isabelle Graw, Ewa Lajer-Burcharth, Painting Beyond Itself: The Medium in the Post-Medium Condition, Sternberg Press, 2016;

Nick Kaye, Site-Specific Art: Performance, Place and Documentation, Routledge, 2000;

Wiesław Borowski, Anka Ptaszkowska, Mariusz Tchorek, Wprowadzenie do ogólnej teorii miejsca, Galeria Foksal, 1966.