Moje jest wygranko | rozmowa o wystawie Klocucha

Klocuch, praca z wystawy Moje jest wygranko, materiały Galerii Komputer

Z Łukaszem Rad-X Radziszewskim i Szymonem Kaniewskim, założycielami galerii Komputer, i z Piotrem Polichtem, współautorem koncepcji kuratorskiej wystawy prezentującej twórczość youtubera znanego jako Klocuch, rozmawiają Ola Litorowicz i Bogna Świątkowska

Skąd pomysł na galerię Komputer?

Łukasz Rad-X Radziszewski: Pomysł ma już kilka lat. Już na studiach przyszło mi do głowy, żeby zrobić galerię w moim starym komputerze, pierwszym, który miałem. Po drodze poznaliśmy się z Szymonem i zeszły się nasze zainteresowania i ambicje związane z tym, aby tworzyć zupełnie DIY, czyli od początku, od podstaw, na własnych zasadach.

Powstaje bardzo mało galerii zakładanych przyjacielską metodą oddolną. Ruch galeryjny w Polsce jest bardzo spoważniały. Wasza inicjatywa jest próbą przełamania tego trendu i wprowadzenia energii, bez której rozwój sceny artystycznej jest niemożliwy. Czy możecie opisać swój program?

Szymon Kaniewski: Kiedy poznaliśmy się z Łukaszem, nie myśleliśmy w ogóle o tym, żeby zakładać galerię. Po prostu rozmawialiśmy o sztuce, ale rozmawialiśmy też o grach komputerowych, w które graliśmy, albo o muzyce, i dochodziliśmy do wniosków, że mamy bardzo podobne zajawki. W końcu Łukasz powiedział mi, że już od jakiegoś czasu ma pomysł na galerię Komputer – miejsce, które pokazywałoby to, czym się interesujemy. A skoro nie ma takiej galerii, to stwierdziliśmy, że ją założymy.

Ł: Program rozpoczyna wystawa Klocucha i już samo traktowanie ekspozycji dużo manifestuje. Nasza galeryjna przestrzeń to nie będzie white cube, tylko piwnica – spełnione marzenie nerda, który wstawił tam komputer, automat z pepsi i gra sobie po sieci. Nie zrobimy z tego miejsca czystej, białej skrzynki.

S: Jeżeli będziemy chcieli white cube’a to go zrobimy. Kupimy ściany tymczasowo na miesiąc i tyle.

Ł: Nie przywiązujemy się do tej przestrzeni. Galeria Komputer, przynajmniej według naszych pierwotnych rozmów, miała być jak smartfon. W sensie, że mogę odpalić galerię Komputer tak samo w Amazonii, jak na Marsie. To jest coś, co ma być takim habitatem, który sobie stawiamy w różnych miejscach i on ma tam rezonować.

To wasz manifest?

Ł: Jeśli mowa o manifeście, to oddam głos Piotrowi, który jest kuratorem wystawy Klocucha. W towarzyszącym tekście mówi o pokoleniu „aezakmi”, czyli tym dorastającym na przełomie milenium, z wrażliwością ukształtowaną przez nową wówczas formę rozrywki – gry komputerowe. Nasz program w Komputerze na razie kształtuje się na bieżąco i wynika bezpośrednio z rzeczy, którymi sami czasem bez dystansu się fascynujemy. Klocuch jest po prostu spełnieniem marzeń.

Kim jest ta postać? Dlaczego jest tak ważna?

Piotr Policht: Klocuch jest youtuberem – mówiąc najbardziej technicznie, a dla nas jest po prostu wybitnym artystą, bo to, czy on się tak definiuje, nie ma znaczenia. Jest aktywny od 8 lat, prawdopodobnie zaczynał rzeczywiście jako dzieciak, recenzując gry wideo w taki sposób, że uznawany był za kogoś niepełnosprawnego umysłowo albo po prostu kogoś, kto zupełnie nie potrafi tego robić i nie powinien się tym zajmować. Dostawał mnóstwo negatywnych komentarzy, po czym został doceniony za kunszt trolla. Podobnie jak Testoviron, który później operował w trochę innym obszarze i szybciej zużył swoją formułę, ale strukturalnie było to podobne. Z czasem też Klocuch rozszerzył bardzo mocno to, co robi, wychodząc z niszy gamingowej na YouTube, gdzie sobie trochę trollował, stosując bardzo różne formaty. Wszystkie rodzaje filmów łączy między innymi unikatowy klocuchowy język, pełen neologizmów, jak „akcjowość”, i specyficznych zdrobnień w stylu naszego tytułowego „wygranka”. Klocuch zmaga się z materią języka i buduje przedziwnie skonstruowane zdania, a jednocześnie rzuca obficie zaskakującymi bon motami, na przykład: „czasami w minusie jest ukryty plus, tylko trzeba się mu dobrze przyjrzeć”. Jedna z autorek tekstów katalogowych, Aleksandra Goral, przygotowała w swoim eseju mały słowniczek najważniejszych pojęć Klocucha.

Co w takim razie można oglądać na wystawie?

P: Wybrane filmy, montaże tematyczne, obiekty. Nieprzypadkowo nazwaliśmy to retrospektywą, bo to klasyczny muzealny i galeryjny format. Tak naprawdę to Klocuch przez te 8 lat zrobił na YouTubie więcej, niż wielu artystów zrobiło przez pół wieku fizycznie, więc materiału, w którym można rzeźbić, jest naprawdę dużo. Jest kilka wątków tematycznych, które u Klocucha przewijają się częściej lub rzadziej, i to są – mówiąc już takimi dyskursywnymi terminami – wątki genderowe, nierówności społeczne, ale też bardzo insiderskie rzeczy, które odnoszą się do środowiska gamerów, więc może będą to wątki czytelne na różnych poziomach dla różnych ludzi.

To chłopacka wystawa?

P: Wątek chłopackości będzie w niej ważny, ale na przykład teksty do katalogu napisały przede wszystkim dziewczyny, krytyczki sztuki, medioznawczynie – wiemy, że interesują się Klocuchem i znają to, co robi. Klocuch, mimo że nie jest artystą, funkcjonuje w świecie sztuki, jest znany wielu twórcom, kuratorom, krytykom. Wychodzi to przypadkiem, w rozmowach kuluarowych. Rafał Dominik w wywiadzie przy okazji wystawy w Zachęcie Sztuka w naszym wieku1 powoływał się na niego jako na autorytet. Mimo to do tej pory postać Klocucha pojawia się tylko na marginesach, gdzieś tam jest wspomniany mimochodem w przypisie, nie było do tej pory poważnej refleksji klocuchologicznej w świecie kultury. Był jeden esej w Ha!arcie2, naszym zdaniem zdecydowanie niedrapiący nawet powierzchni, dlatego więc postanowiliśmy tę lukę uzupełnić.

Chcecie ją uzupełniać dla kogo? Na ile macie ambicje, żeby rzeczywiście tłumaczyć czy opowiadać o tej rzeczywistości osobom zupełnie spoza, a jeśli tak, to jak to będziecie robić? Mówisz o refleksji klocuchologicznej – będziecie robić jakieś odczyty, spotkania, takie edukacyjne sprawy?

P: W listopadzie organizujemy we współpracy z FIN-ą konferencję, więc zdecydowanie tak.

Średnie zainteresowanie wystawą sztuki współczesnej na FB nie przekracza zwykle 300 kliknięć, a waszą wystawę chciało zobaczyć ponad 20 000 osób, aż zainteresowała się wami policja, zaniepokojona, że organizujecie imprezę masową bez zgłoszenia. Z tego powodu zresztą odłożyliście termin otwarcia wystawy.
Niby temat jest taki hermetyczny, ale może dla ludzi pewnego pokolenia, którzy nie używają YouTube’a, nie grają w gry, kogoś, kto żyje tylko w świecie sztuki i jest średnio zanurzony w nurcie życia. Wasza interdyscyplinarność i brak zainteresowania utrzymywaniem jakiejś chorej spójności przypisanej wyłącznie sztuce wizualnej to wielka siła waszej inicjatywy. Jakie obszary waszym zdaniem są wypchnięte ze sztuki, bo są niewidziane przez pokolenie 30+, ale jednocześnie są produktywne, jeżeli chodzi o idee, estetykę, elementy plastyczne.

Ł: Z naszej perspektywy nie istnieją dziedziny, które zostały zmarginalizowane. Chodzi bardziej o konkretne, wyodrębnione osoby, które wypowiadają się w sposób twórczy, ale funkcjonują poza polem sztuki. Klocuch jest rzeczywiście dobrym przykładem, ponieważ stoi za nim długotrwały i wyraźny proces twórczy.
Z drugiej strony, jeżeli chodzi o planowany przez nas program kosmiczny i działanie realizowane z Tymkiem Bryndalem, nie nastawiamy się na jedno wydarzenie, czyli po prostu start rakiety…

S: We współpracy z Tymkiem rozpoczęliśmy program kosmiczny, który nie będzie się ograniczał tylko do tego, że wyślemy rakietę w kosmos, o czym będzie można napisać artykuł albo opowiedzieć kolegom, bo to jest takie po prostu viralowe, hasłowe, po prostu dobrze brzmi.

Ł: Chcemy animować działania i prezentacje rzeczy, którymi się inspirujemy. Sięgamy po konkretnych artystów, planujemy takie ekspozycje, które zapewne mogą się kojarzyć bezpośrednio z futurologią. Z jednej strony Klocuch, czyli duch czasów, zeitgeist, z drugiej start rakiety kosmicznej. To już jest bardzo jasny kierunek. Naszym wielkim marzeniem jest pokazanie Miķelisa Fišersa, Łotysza, którego ostatnio widzieliśmy na Biennale Sztuki w Wenecji. Porusza się w tematyce UFO, reptilian, starożytnych kosmitów i tak dalej. Ta zajawka futurologiczna jest naturalna, w niej widzimy najwięcej przestrzeni dla siebie. Dzięki galerii Komputer możemy nie oglądać się na nic i tworzyć własne, autonomiczne scenariusze przyszłości, oderwać się od teraźniejszości.

S: Temat życia codziennego w Polsce jest już trochę nudziarski, wydaje mi się. Mam 21 lat, więc się wychowywałem w czasach, w których mogłem poddać się zupełnemu eskapizmowi, mogłem grać w Mass Effect, w gry, które pozwalały się zupełnie oderwać i w pełnej imersji czuć kosmos. Życie codzienne jest nudne trochę.

Ł: Tak, to nie jest zmęczenie rzeczywistością, tylko znudzenie albo poszukiwanie czegoś więcej.

S: Ale też jaramy się tymi utopiami, jakby już istniały.

Jesteście gotowi na dyskusję o tym, że eskapizm jest łatwy? Że zwłaszcza w dzisiejszej sytuacji, kiedy wyobrażanie sobie przyszłości jest konkretnym zadaniem i postawą, powiedzmy, niewłaściwą?

Ł: Obserwujemy i przetwarzamy to, co się wokół nas dzieje. Jesteśmy aktywnymi odbiorcami rzeczywistości. To nie tak, że chcemy generować baśnie, które może będą miały morał, a może nie. Po prostu interesują nas bardzo konkretne aspekty kultury.

Całości słuchaj w Bęc Radiu!

wernisaż wystawy:
5.10.2018, godz. 19:00 (wstęp wolny)
Warszawa, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Sala im. W. Krukowskiego, ul. Jazdów 2

wystawa:
6.10–20.11 (zwiedzanie w formie oprowadzań)
Warszawa, Galeria Komputer, ul. Ząbkowska 5
Zapisy na wystawę w Galerii Komputer możliwe pod tym adresem email.

1. Sztuka w naszym wieku, kuratorzy: Rafał Dominik i Szymon Żydek, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki 2015,  https://zacheta.art.pl/pl/wystawy/sztuka-w-naszym-wieku-rafal-dominik-i-szymon-zydek-oraz-kolekcje.
2. Jan Bińczycki, Kim pan jest panie Klocuch, Ha!art 3/2013, http://www.ha.art.pl/prezentacje/wolna-kultura/3545-kim-pan-jest-panie-klocuch.