Jak wziąć wakacje od samych siebie?

Wakacje się skończyły i gdybyście nie mieli pomysłu na nic lepszego, to w tym oto poradniku przeczytacie, jak wziąć wakacje od samych siebie. Oczywiście przy pomocy sztuki.

 

Taniec
„Taka szopka, bo to nie kosztuje nic potańcować sobie raz”, pisał wieszcz Wyspiański. Nic nie kosztuje potańczyć sobie w galerii, a ponoć tańce i inne tańce to to, co „w sztuce nowe, co zmienia warunki gry, rozszerza pole walki, więc jeszcze nie doczekało się wiążących interpretacji”. A skoro coś nie ma jeszcze interpretacji, to znaczy, że jest freestylem. Niech ten freestyle rytmiczno-artystyczny uratuje nas od smutku, od deszczu oraz jesiennej deprechy i od doła! Panie proszą panie, panowie panów.

Dziary
Z różnych form samookaleczenia ta wydaje się ostatnimi laty najmodniejsza. Ból to dla wielu z nas forma terapii. Kogoś pieką mięśnie po katorgach crossfitu, inny zaś ktoś rozciera zmarnowane klęczeniem kolana, ale prawdziwy miłośnik sztuki wybiera dziary. Wzory najlepiej więzienne, łobuzerskie, bo jak twierdzą poradniki trendów, czas przyszedł na dresoseksualizm. Kto odważniejszy, może sobie wydziabać na przykład taką syrenkę z tułowiem Mona Lisy albo pirackie kości z czaszką Basquiata.

Artmedytacja
Ta mistyczna sztuka kontroli umysłu i ciała wraca do łask. Skoro można się pomodlić, a przy okazji nie wyzywać imienia żadnego boga na daremno, skoro można sobie pooddychać głęboko, nie paląc przy tym fajek, to dlaczego nie. Rozszerzmy jednak medytację o walor artystyczny. I tak rozsiądźmy się wygodnie, plecy wyprostowane, głowa luźno. Wdech nosem, wydech ustami, po kilku głębszych oddechach zamknijmy oczy i w ciszy, nie myśląc o niczym innym, zacznijmy powtarzać: „Tylkosztukamnienieoszuka, tylkosztukamnienieoszuka”. Poddajmy się tej myśli, skoncentrujmy na niej. Skierujmy intencję do siebie. Otworzywszy oczy, zobaczymy, że wszystko jest sztuką.

Wewnętrzna imigracja
Gdy znajomi pakują już walizki, bo są przecież przedstawicielami branży kreatywnej/reklamy i stać ich na to, by jak sójki za morze wybrać się na Bali, gdy ci znajomi, którym udało się przechytrzyć system i w walce o zagraniczne stypendium znów są górą, a to znaczy, że właśnie lecą do jednej z włoskich willi, a ty jesteś już za stary na Erazmusa, za głupi na Fullbrigta – czas na wewnętrzną emigrację. Nie jest to może wyrafinowana metoda radzenia sobie z problemami, ale jej skuteczność jest gwarantowana. Jak to zrobić? To proste. Udawaj, że rzeczywistość nie istnieje, a w końcu tak też się stanie. Kontakty ze znajomymi ogranicz do minimum, wyrzuć z telefonu komunikatory, a jak to nie pomoże, wyrzuć cały telefon. Skup się na tym, co w tobie, zajrzyj w pustkę.

Grzyby
Co może być bardziej magiczne niż magia sztuki? Rzecz jasna grzyby. Grzyby można zbierać, marynować, a potem te marynowane wyciągać zza szaf, szafek, z piwnic, z kredensu i spod łóżka, i w końcu jakoś umilić jedzeniem jesień. Bo Kraina Grzybów pełna jest magii. Zalecenie! Ostrożnie z dozowaniem, bo każda kraina gdzieś się kończy, każdy lot może przerodzić się w przykrą wycieczkę i skończyć twardym lądowaniem.

Suplementacja
„A” jak „a”, „B” jak „Będzie tylko gorzej”, „D” jak „Desa”, „W” jak „Wixapol”. Wstajesz i jesz. Takie witaminy potrzebne są każdemu, komu świadomość jest niemiła i wakacje chce przeciągnąć w błogi stan nieświadomości. Całość warto jeszcze uzupełnić czymś, co eksperci od psychologii nazywają „minihabits”. Te „miniprzyzwyczajenia” – proste, powtarzane i doskonalone codziennie czynności – mają nauczyć nas konsekwencji, a nawet doprowadzić do małego mistrzostwa. Na przykład konsekwentnie zapominajmy o wernisażach, nauczmy się nie odpowiadać na zaproszenia albo sporządźmy listę rzeczy, których w tym roku nie zrobimy. I niech te mikronawyki staną się naszym nowym uzależnieniem.