Nieruchomy prestiż

Zadzwońcie do promocji, żeby wpuszczali dziennikarzy. Owski zameldował się w hotelu i zaraz będzie, powiedziała Ludwika i wybiegła. Pięć minut później była z powrotem: Słuchajcie, Owski wymeldował się z hotelu! Strasznie przeklinał. Krzyczał, że warunki są spartańskie, że przenosi się do Sheratona i że mam natychmiast przyjechać dokonać płatności. Tylko jak ja to teraz rozliczę? Iza z księgowości mnie zabije śmiechem przecież. Ej, weźcie wy mi powiedzcie, co ja mam zrobić. Usiadła, wzięła głęboki oddech, po czym zerwała się na nogi: Dobra, nie ma co, jadę go poszukać! Pędem wybiegła, przytrzymała drzwi, żeby nie trzasnęły – i znowu wybiegła.

 

Magda, nie przerywając krojenia drożdżówki, stwierdziła, że to wszystko było oczywiście do przewidzenia. Zaskakuje mnie tylko fakt, powiedziała, że zdołał o własnych siłach wyjść z hotelu. Owski osiągnął już taki poziom prestiżu, że stał się nieruchomy. W pewnym sensie – niepełnosprawny. Sześć lat temu musieliśmy mu podstawić limuzynę i posłać boya z informacją, że czekamy na dole. Dyrektor mówi, że Owskiemu prestiżem dorównuje co najwyżej Ański, ewentualnie Iński. Dyrektor jest świadomy tego, że Owski słynie z eksploatatywnego stosunku do najmłodszych dziewczyn, dlatego też na koordynatorkę konferencji wyznaczył Ludwikę – najmłodszą dziewczynę w zespole eventowym, która przy okazji cierpi na nadmierny, wyniesiony z kultury akademickiej szacunek dla starszych mężczyzn. Owski wygląda wprawdzie na półżywego, ale wciąż potrafi czerpać przyjemność z poniżania, o czym sama przekonałam się sześć lat temu. Podeszłam wtedy do Owskiego, żeby go na wstępie przeprosić, a następnie zapytać, czy odpowiadałby mu taki, a nie inny wybór przekąsek. Najwyraźniej zbyt powoli wiązałam słowa, bo Owski w pewnym momencie włożył rękę do spodni i – nie przerywając kontaktu wzrokowego – wyciągnął z nich telefon. Wybrał numer i przyłożył słuchawkę do ucha. Spowolniłam potok słów aż do całkowitego zatrzymania. Gdy zamilkłam, on zaczął mówić – do telefonu. I ciągle patrzył mi w oczy.

 

Po tym wyznaniu zmieniliśmy temat – przeszliśmy do tego, jak wspaniale smakuje dziś fakt, że to nie my pracujemy w dziale eventowym. Jedliśmy ciasteczka deserowe, obserwowaliśmy biegających ludzi i w momencie, gdy zaczynaliśmy szykować się do przygotowania kolejnej kawy, Magda odebrała telefon. Szepnęła: Ludwika, i wyszła rozmawiać na korytarz. No i co, spytałem, gdy wróciła. No więc pojechała tam do Sheratona i zaczęła nieśmiało tłumaczyć Owskiemu komplikacje związane z rozliczeniem innego hotelu, na co on tylko milczał, blady jak ściana, jakiś taki straszny, dziwny, skonfundowany. Wtedy Ludwika zebrała się na odwagę i powiedziała szybko: Może pan zostać w tym hotelu, ale my płacimy tylko za tamten hotel, a za ten hotel w ogóle nie płacimy. Dziennikarze czekają na pana wyłącznie w sali konferencyjnej tamtego hotelu, w żadnym razie tego hotelu, i jeśli pan chce, to ja pójdę im powiedzieć, dlaczego konferencja się opóźnia. A on tylko milczał, bladł, pocił się, drżał, aż w końcu jakby rozpękł się na twarzy. Pobiegł do swojego pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi. Ludwika zadzwoniła do mnie przerażona z pytaniem, co ma zrobić. Bo to pewnie z jej winy mistrz Owski odczuł ten niemożliwy do opanowania impuls fizyczny. Pewnie przekroczyła jakąś nie do pomyślenia granicę. I czy nie powinna mu może zaoferować pomocy. Bo wygląda na chorego. Bo strasznie stęka zza drzwi. Bo coś śmierdzi straszliwie. Powiedziałam, że broń boże. Że pewnie coś z żołądkiem. Że jakieś męskie sprawy intymne. Że trzeba być wyrozumiałym dla ludzkich słabości, ale też bez przesady. Nie dawała się przekonać. Dopiero asystent prasowy Owskiego, prosząc ją jednocześnie o dyskrecję, wyjaśnił jej, czego była świadkiem. Otóż gdy w organizmie Owskiego osadzi się zbyt wiele prestiżu, jego ciało dokonuje tak zwanego resetu statusu społecznego poprzez niekontrolowaną autokompromitację. W tym momencie Owski otworzył drzwi i napierając ciałem na rozchylone poły szlafroka, powiedział, że już mu lepiej, że czuje się odświeżony i że przeprasza panienkę, że musiała być świadkiem jego niekontrolowanej reakcji, i że bardzo chętnie wróci do tańszego hotelu, i że z miłą chęcią wyjdzie do dziennikarzy, tylko ma taką małą prośbę, żeby ktoś może delikatnie uprzątnął łazienkę, bo obawia się, że w przeciwnym razie trzeba będzie zapłacić za całą dobę.