Śmierć apolityczności

Czy możliwe jest działanie poza sferą polityczną? Czy może poza nią pozostawiać kultura? Czy kiedy mówimy apolityczność nie chodzi nam po prostu o apartyjność? Próbując podsumować intensywny rok bogaty w protesty i demonstracje, Ada Banaszak spytała o to dziennikarzy, aktywistów i badaczy współczesności

RSS BOYS, NOBODY, 2017 #weselepoprawiny #polskiteatrtańca #posprzątane #polska #właśnie #balon #pisk #pękanie #śmieć #resist

Agata Diduszko-Zyglewska, Krytyka Polityczna:

Apolityczność ma dwa podstawowe znaczenia: po pierwsze może być rozumiana po prostu jako norma prawna obowiązująca urzędników państwowych, dziennikarzy informacyjnych i przedstawicieli innych zawodów, od których wymaga się niezawisłości. Tak rozumiana apolityczność to pozytywne zjawisko, z którym jednak w Polsce jest ostatnio kiepsko – PiS wycofał obowiązek zachowania apolityczności przez funkcjonariuszy służby cywilnej (teraz urzędnicy mogą już należeć do partii politycznych), a co się dzieje z dziennikarstwem informacyjnym i mediami publicznymi, które straciły ten walor, obserwujemy właściwie każdego dnia.

Drugie znaczenie dotyczy indywidualnej postawy. Ludzie mówią o sobie, że są apolityczni, kiedy nie interesują się sprawami związanymi z działaniem państwa, nie chodzą na wybory i nie biorą udziału w referendach – takie myślenie ma w Polsce wielu zwolenników. W tym sensie bycie apolitycznym oznacza niewypełnianie powinności obywatelskich, ponieważ umowa społeczna wiążąca obywateli danego kraju zobowiązuje ich do tego rodzaju aktywności. Jednocześnie wielu ludzi nie rozumie, że polityczne jest właściwie wszystko, co robimy – nie tylko wrzucenie głosu do urny, ale każdy nasz wybór, czy to związany z pracą, czy z zakładaniem rodziny, czy z gospodarowaniem pieniędzmi… W takim ujęciu deklarowana przez nich apolityczność jest właściwie iluzoryczna. Uciekanie od polityki to wielki problem, ponieważ, czy tego chcemy czy nie, to, jak działa państwo, wpływa na nasze codzienne życie. Jeżeli twierdzimy, że polityka i politycy są źli i nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego, odcinamy sobie dostęp do narzędzi zmiany. Jeżeli chcemy, żeby coś się zmieniło w państwie i w prawie, to w Polsce te działania zależą od polityków. Jeżeli nie kierujemy swoich próśb czy żądań bezpośrednio do nich ani nie zmuszamy ich do formułowania zobowiązań, zapraszając na demonstracje i prosząc o wypowiedź, sprawiamy, że politycy mogą czuć się zwolnieni z odpowiedzialności.

Andrzej Leder, filozof kultury:

Apolityczność dziś – z akcentem na „dziś” – jest formą ucieczki, zamykaniem oczu na niezwykle istotny aspekt rzeczywistości, jakim są rozgrywające się wokół nas fundamentalne konflikty społeczne o charakterze politycznym. Istnieje też inne, bardziej pozytywne wytłumaczenie tej postawy, głoszące, że apolityczność to odrzucenie dawnej polityki, tak by mogła się narodzić nowa. Taką tezę sformułowała już między innymi pani Marta Lempart, organizatorka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. W ostatnich latach polityka w świecie zachodnim – a w szczególności w Polsce – sprowadzała się do fasadowych rozgrywek pomiędzy różnymi partiami, które wszystkie realizowały właściwie taki sam program. Demokracja stała się fasadą dla neoliberalnego systemu ekonomicznego. Stąd wśród wielu przedstawicieli społeczeństwa rozwinęło się przekonanie, że polityka jest pewnego rodzaju grą, za którą stoją tylko ekonomiczne interesy wąskiej grupy – a z taką polityką nie chcemy mieć nic wspólnego. Nie jest to doświadczenie jedynie polskie – wystarczy wspomnieć ruchy protestu takie jak Oburzeni (Indignados) w Hiszpanii czy Occupy Wall Street w Stanach Zjednoczonych. One też odcinały się od wszelkiej polityczności, a nawet wszelkiej instytucjonalizacji, jednak taka strategia okazała się samobójcza, ponieważ żaden z tych ruchów nie przetrwał długo. Wielu z ich aktywistów po pewnym czasie dostrzegło natomiast potrzebę zbudowania pewnej struktury politycznej – dołączyli oni do Podemos lub współtworzyli kampanię Bernie’ego Sandersa. Potrzebne jest rozpoznanie, że wyjście w przestrzeń publiczną, szczególnie z hasłami dotyczącymi obrony pewnego rodzaju fundamentalnego porządku politycznego, jak to ma miejsce w Polsce, nie może być apolityczne. Moim zdaniem jesteśmy świadkami rozpadu modelu politycznego związanego z doktryną neoliberalną, dominującą od lat 80., epoki Ronalda Reagana i Margaret Thatcher. Odpowiedzią na to jest z jednej strony autorytaryzm w stylu Recepa Tayyipa Erdoğana albo Viktora Orbána, na których wzoruje się PiS, a z drugiej strony nowa polityczność – taka, jaka ujawniła się w Polsce podczas ostatnich protestów.

Paweł Stefan Załęski, socjolog, filozof społeczny, autor pracy Neoliberalizm i społeczeństwo obywatelskie:

Na najbardziej ogólnym poziomie apolityczność to bierna akceptacja istniejących warunków społeczno-ekonomicznych, objawiająca się obojętnością i bezwładnością polityczną. Objawy te nie są tylko efektem zwykłego braku zaangażowania politycznego – wynikają raczej z braku rozpoznania własnych interesów. W Polsce objawia się to wypowiedziami typu „jakoś to będzie” albo „róbmy swoje”, a także słynnym „róbta, co chceta”. Trwające przez ćwierć wieku TINA, czyli brak alternatyw wobec neoliberalnego menadżeryzmu politycznego, spowodowało zindywidualizowanie strategii przetrwania, pojawienie się strategii egoistycznej maksymalizacji osiągnięć, bez refleksji nad możliwością zaistnienia innych światów społecznych. Tym samym jeszcze bardziej podupadła postawa troski o innych ludzi, i tak zawsze rachityczna (zwłaszcza w klasie średniej).

Neoliberalni politycy od lat starają się wmówić społeczeństwu, że to rynek ekonomiczny, kłamliwie zwany wolnym, jest istotą demokracji. W haśle „liberalna demokracja” – jedynej słusznej alternatywie dla socjaldemokracji – zostało zaszczepione zidentyfikowanie demokracji z wolnością wyboru, ale tylko w wymiarze konsumpcyjnym, ekonomicznym. Perspektywa rynkowa zdominowała horyzonty indywidualnych strategii życiowych ideą „bogacenia się” i kompulsywną konsumpcją, wymuszającymi skrajny konformizm wobec narzuconych reguł.

Apolityczność stała się zinstytucjonalizowaną formą konformizmu, który z perspektywy systemu społecznego jest najbardziej dla niego zabójczą strategią indywidualnych działań. Jego wyrazem stał się nie tyle brak oporu – bo ten jest obecny, często nawet wyraziście – ale brak pozytywnej wizji zmian, projektu politycznego mogącego stanowić przeciwwagę dla dominującej neoliberalnej narracji.

Skala obecnych zachowawczych protestów dobrze obrazuje ten stan konformizmu. Protesty zostały oparte na fikcyjnej idei trójpodziału władzy, której autorem jest nie Monteskiusz, tylko jeden z jego anonimowych tłumaczy z fabryki translacyjnej Tadeusza Boya-Żeleńskiego. W żadnym innym języku, a zwłaszcza we francuskim, taki termin nie występuje. Sam Monteskiusz pisał o „rozdzieleniu władz” – jako sposobach funkcjonowania różnych ustrojów: monarchicznego czy arystokratycznego, ale raczej nie demokratycznego, który, jak wielu jemu współczesnych, utożsamiał z anarchią. Wbrew opiniom obecnych obrońców istniejącego porządku konstytucyjnego Monteskiusz, który sam zresztą był sędzią, pisał, że władza sądownicza, jako szczególnie groźna dla pojedynczego obywatela, powinna pochodzić z wyborów i mieć charakter kadencyjny. No ale kto dzisiaj czyta klasyków krytycznie i ze zrozumieniem? Fundamentem współczesnej apolityczności jest niewiedza, ignorancja – efekt wieloletnich działań niszczących i trywializujących system edukacyjny oraz akademicki jako istotną część znienawidzonego przez liberałów i skrajną prawicę państwa opiekuńczego, którego ekonomiczną podstawę stanowi równie znienawidzony progresywny system podatkowy.

Roman Pawłowski, krytyk kultury, członek ruchu Kultura Niepodległa:

Apolityczność dzisiaj, podobnie jak w przeszłości, jest słodkim złudzeniem kultywowanym przez pięknoduchów z klasy średniej i kreatywnej, którym wydaje się, że jeśli nie będą angażować się w politykę, będą mieli czyste rączki, święty spokój, dobrobyt i szczęście. Otóż sprawdziło się popularne powiedzenie, że jeśli nie interesujesz się polityką, ona zainteresuje się tobą. Kilkanaście lat deprecjonowania polityczności w Polsce doprowadziło do rezygnacji dużej części obywateli i obywatelek z udziału w wyborach i innych formach zaangażowania politycznego, co utorowało drogę dla prawicy narodowo-katolickiej. A ta z apolitycznością nie ma żadnego problemu – upolitycznia wszystko i wszystkich.

Na szczęście od kilkunastu miesięcy mamy do czynienia z obywatelskim przebudzeniem społeczeństwa, o czym świadczą nie tylko coraz liczniejsze demonstracje w obronie demokracji, lecz także rosnąca liczba inicjatyw oddolnych, nowych ruchów, stowarzyszeń czy fundacji, powstających na różnych polach i działających w różnych sprawach, od obrony Puszczy Białowieskiej po obronę wolnej kultury. Łączy je jedno: wszystkie są reakcją na zawłaszczanie Polski przez partię rządzącą. Paradoksalnie PiS, budując swój monopol na władzę, obudził polityczność Polaków, zmusił ich do myślenia w kategoriach wspólnoty, a nie tylko jednostki, popchnął do działania. Widzę w tym pozytywny aspekt katastrofalnych zmian, jakie od dwóch lat zachodzą w naszym kraju.

Myślę, że odrodzenie polityczności Polaków i Polek zmieni polskie życie publiczne, w tym samych polityków, zamkniętych w ciasnych ramach partyjnych interesów. Dzięki mechanizmom społecznej kontroli władzy będą oni musieli bardziej liczyć się z opinią obywateli, nie tylko w okresie wyborów.

Adam Kądziela, Demokratyczny Front Młodych:

Apolitycznym nazwałbym każde działanie, które nie jest polityczne, a więc nie dąży do wywierania wpływu na politykę i polityków. W kontekście ostatnich wydarzeń związanych z ustawą o sądownictwie również mówiono o „apolityczności”. Rozumiana była ona jako „apartyjność”, jako strategia zdystansowania się od partii politycznych oraz postaci związanych z obecną sceną polityczną. Wiele osób biorących udział w demonstracjach twierdziło, że nie angażuje się politycznie, ponieważ uprawianie polityki w powszechnym mniemaniu jest czymś złym. Tworząc ponadpartyjny Demokratyczny Front Młodych, podkreślaliśmy, że to jest przestrzeń otwarta nie tylko dla osób związanych z młodzieżówkami partii, ale też dla każdego, kto chce wyrazić swój sprzeciw wobec decyzji PiS. Gromadzimy ludzi, którym zależy na poszanowaniu prawa i demokracji, którzy chcą, żeby Polska była w Unii Europejskiej i którzy bronią tego, co zdefiniowaliśmy jako „normalność”.

Kuba Szreder, Konsorcjum Praktyk Postartystycznych:

Apolityczność to brak wyobraźni.

***